Wyścig Autostopem
Wyścig autostopem

Wyścig

Addicted2fun

Autostopem

WYŚCIG AUTOSTOPEM Z POZNANIA

25 KWIETNIA – 2 MAJA 2019

"Jak dziadzia jeździł autostopem" ? zapomniana historia książeczki autostopowicza

W kontaktach ze swoimi dziadkami, czy ogólnie osobami starszymi, często różnice pokoleniowe sprawiają, że mamy odczucie, że więcej łączy Nas z sosną w parku niż z obywatelami starszej daty. Oni jednak też kiedyś byli młodzi, też pragnęli przygody, wolności i dreszczu emocji związanego z drogą. Też jeździli autostopem. I to na długo przed GPS, Internetem i samorozkładającymi się namiotami. Przed Wami historia podróży za jeden uśmiech, które sprawiły, że Polska była miejscem jedynym w swoim rodzaju. 

W latach 50., nawet po odwilży "56 roku, władzom komunistycznym nie bardzo pasowało, żeby ktokolwiek przemieszczał się w sposób swobodny i ciężki do śledzenia. Kierowcom, pod groźbą milicyjnego mandatu, nie wolno było podwozić autostopowiczów, a i sami podróżnicy mogli wylądować na dołku za "włóczęgostwo". Partyjni dygnitarze ewidentnie nie docenili studenckiego pociągu do łamania zakazu w imię przygody i oszczędności. Coraz więcej inspirowanych zachodnimi wzorcami młodych ludzi stawało na skraju drogi z kciuki wyciągniętym do góry.

Uznawszy, że nowy trend lepiej zinstytucjonalizować niż zwalczać, pozwolono na organizację przez czasopismo "Dookoła Świata" akcji "Autostop 1958". Autostopowicze mogli legalnie podróżować po kraju, a najbardziej pomocni kierowcy mieli szansę na zdobycie nagród rzeczowych. Ruszyć w trasę mógł każdy, kto miał 17 lat i 20 zł, za które w kiosku "Ruchu" zdobył książeczkę Autostop. 

Książeczka autostopowa ze zbioru Bogusława Laitla

Książeczka zawierała dane stopowicza, stanowiła dowód ubezpieczenia i zawierała mapę oraz propozycję tras, wśród których subtelnie zawarto takie pozycje jak "Wyzwoleńczym szlakiem Armii Czerwonej" czy trasy śladami wielkich budowli socrealizmu. Najważniejsze były jednak kupony, które podróżnik przekazywał kierowcy po wspólnej jeździe. To na ich podstawie życzliwi szoferzy mogli liczyć na nagrody, pościel, radia, a nawet nowiutką Syrenkę!

Pierwsza edycja akcji okazała się wielkim sukcesem i sprzedaż książeczek kontynuowana również w kolejnych latach. Aut na drogach było jednak niewiele, podróż z Gdańska do Katowic potrafiła trwać nawet tydzień. Nie przeszkadzało to jednak śmiałym podróżnikom. Wojaży nie ułatwiała również właściwie nieistniejąca baza hotelowa. "Kiedyś stałem przy drodze w Szczecinie" wspominał Roman Sawczyn, podróżujący autostopem w latach 60. "Robiło się ciemno. Wiedziałem, że nic nie złapię. Zaczepiłem przechodnia. Zapytał czy słyszałem o Grand Hotelu. Okazało się, że to jego stodoła. Wszedłem po drabinie z latarką i gdzie nie zaświeciłem, widział ludzkie ciała na sianie. Tamtej nocy "hotel" miał 30 klientów. Rano wszyscy ruszyli w trasę". Trudności w znalezieniu noclegu organizatorzy chcieli zmitygować włączając do zabawy gospodarzy, którzy mogli powalczyć o tytuł najbardziej otwartego na autostopowiczów domostwa.

Młodzi Polacy, głównie studenci i uczniowie, zaczęli zapuszczać się również do innych państw bloku sowieckiego. Szczególnie popularne stały się Bułgaria czy WĘGRY. Węgrzy uwielbiali Polaków i chętnie ich podwozili. Złapanie jazdy ułatwiał fakt, że okładka książeczki Autostop przypominała milicyjny lizak, stąd kierowcy częściej zatrzymywali się przekonani, że trafili na społeczną kontrolę drogową. 

Polskie wyprawy nad Balaton zainspirowały młodych Węgrów do odwiedzenia Polski, która była zdecydowanie najprzyjaźniejszym przygodnym podróżnym demoludem. Mówiło się nawet o pokoleniu "węgierskich autostopowiczów", którzy cenili Polaków za otwartość. Węgrzy, których w szkole uczono partyjnej wersji historii, wielu rzeczy o swoim kraju dowiadywali się właśnie od życzliwie im nastawionych Polaków.

Paradoksalnie, w miarę jak na polskie drogi wyjeżdżało coraz więcej fiatów 125p i 126p, spadało zainteresowanie autostopem. Niemniej, akcja Autostop trwała aż do lat 90. "Liczba autostopowiczów malała wraz ze wzrostem liczby machających przy drodze pań, które swym strojem sugerowały, że nie proszą o podwiezienie" pisała Anna Druzic w eseju "Historia autostopu w Polsce Ludowej".


Ten tekst powstał w ZNACZNYM oparciu o :
- artykuł Marty Grzywacz "Autostop w PRL : Podróże za jeden uśmiech", który ukazał się 33 numerze Newsweeka z 2018 roku oraz
- artykuł Jakuba Matuszewskiego "Jak to było kiedyś, czyli autostopem po Polsce Ludowej" , dostępny tutaj - https://tinyurl.com/wqrabnd 



Nasi sponsorzy

Sponsorzy główni

Webwizards